Kasia O. - 2012-05-18 17:29:22

Witajcie!
Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek trafię na forum o takiej tematyce. Guzy mózgu były dla mnie odległe. Wiedziałam, że mama mojego kolegi przez to przechodzi, ale byłam PEWNA, że mnie to nie dotyczy. Skąd ta pewność, skoro podobno może przytrafić się to każdemu. Wiadomość o guzie mojego taty spadła na mnie, moją mamę i całą rodzinę jak grom z jasnego nieba i jednego dnia kompletnie zmieniła nasze życie...

Zaczęło się niepozornie. Dnia 20. marca, w trakcie obrony mojego dyplomu, mój tata, który mi towarzyszył nagle gdzieś zniknął. Okazało się, że się schował, bo dzieje się coś dziwnego. Zdrętwiała mu lewa noga, ręka i połowa głowy. Objawy po chwili ustąpiły. Później miał tak jeszcze kilka razy. Mówił, że tak jakby ktoś go ciągnął z tyłu głowy i nagle puszczał. Lekarz rodzinny wysłał do na rutynowe badania. Krew, prześwietlenia itd, wszystko w normie. Na 7. maja (poniedziałek) miał wyznaczoną wizytę u neurologa. W sobotę 5. maja wstał normalnie pracować, usiadł w fotelu i miał atak padaczki. Pierwszy w życiu. Zabrało go pogotowie. Natychmiastowa tomografia wykazała, że ma COŚ w mózgu. Zatrzymali do na dalsze badania. Tego samego dnia wykonali rezonans magnetyczny. Dodam tylko, że mój tata (49 lat) nigdy nie chorował. Chłop jak koń! Wieczorem neurochirurg zaprosił mnie i moją mamę do swojego pokoju... To co powiedział spadło na nas jak grom z jasnego nieba! Nie do uwierzenia i nie do zrozumienia! Guz! Na wstępie pan doktor poinformował, że tata ma od kilku miesięcy do kilku lat życia i na pewno nie dożyje starości. Teraz, po tych kilku dniach (zabawne, jak człowiekowi zmienia się spojrzenie) modlę się o te kilka lat! Powiedział, że będą operować. Po powrocie do domu naczytałam się w internecie o guzach, o operacjach. Bałam się, ale byłam pełna nadziei, że może to guz 1. stopnia i dadzą radę go usunąć. Tata leżał w szpitalu na oddziale neurologii, gdzie lekarze (nie wiem dlaczego i na jakiej podstawie) mówili mu, że nie ma problemu, guz jest płytko i go po prostu wytną. Było to sprzeczne z tym, co powiedział nam neurochirurg (że nie da się go wyciąć w całości). Operację zaplanowano na wtorek 15. maja. W środę 9. maja tata miał wyjść do domu i czekać na swoja kolej... Późnego wieczoru w poniedziałek 7. maja tata zadzwonił i powiedział, że operacja jednak odbędzie się następnego dnia! Wydawało mi się, że to bardzo dobrze, po co siedzieć i czekać w stresie.
I tak się stało (wtorek 8. maja). Z mamą 4 godziny siedziałyśmy pod salą operacyjną - najgorsze godziny w życiu! Zaraz po operacji poszłyśmy na salę pooperacyjną. Tata był już wybudzony, trochę się trząsł, ale mówił. Po paru godzinach przewieźli go na salę normalną i nawet do nas zadzwonił! Wydawało mi się to niesamowite, że po operacji mózgu mówi normalnie, myśli normalnie tak szybko! Następnego dnia już chodził, dowcipkował z kolegami z sali i pielęgniarkami (tata ma ogromne poczucie humoru, z którym teraz trochę gorzej...)! Jedynymi skutkami ubocznymi jest zdrętwiała lewa ręka i jej słaba koordynacja, ale tata cały czas ćwiczy i wydaje mi się, że lepiej nią rusza (dzisiaj dowiedziałam się od lekarza, że drętwienie nigdy nie przejdzie - zniszczenia tkanki mózgu przez guza).
Lekarz powiedział, że operacja udała się, na początku wyglądała jak na końcu, ale nie jest w stanie powiedzieć, ile guza wyciął, ponieważ wygląda on tak samo jak zdrowa tkanka i nie chciał zbytnio ingerować, żeby tacie nie zrobić krzywdy.

We wtorek (15. maja) tata wrócił do domu. Na chwile obecną jest z nim dobrze. Wygląda zupełnie normalnie, gdyby zakryć blizne na głowie. Ćwiczy rękę, jest dobrej myśli, ale...

Dzisiaj rano dzwoniłyśmy z mama do naszego neurochirurga. Cały czas czekaliśmy na wyniki histopatologiczne, które miały być już we wtorek, ale podobno nadal nie wiedzieli co to za guz. Dzisiaj doktor powiedział to, czego bałam się najbardziej. Glejak wielopostaciowy!!! I czar prysł. Naprawdę, przez ostatnie 1,5 tygodnia miałam NADZIEJĘ. A teraz co? Potoczyło się, to tak szybko, że chyba do końca jeszcze tego nie ogarniam. A czytanie informacji w internecie może człowieka dobić!

Druga sprawa, czy powiedzieć tacie czy nie? Zabrać mu ten optymizm, że z ręką jest lepiej, że naświetlanie? We wtorek mamy się spotkać z naszym neurochirurgiem i będziemy wiedzieć, co dalej. Na dzień dzisiejszy wiemy tylko tyle, że rokowania są bardzo złe. ):

Błagam, powiedźcie mi, co zrobić, z własnego doświadczenia. Co to ten Temodal? Skąd go wziąć. Przepraszam, że może tak sucho i chaotycznie napisałam, ale zabierałam się do tego od kilku dni i naprawdę ciężko pozbierać mi myśli.
Chcę się z Wami podzielić tym wszystkim, wesprzeć. Bardzo kocham mojego tatę i nie wyobrażam sobie, że może go nie być!

materace rehabilitacyjne www.auto-i-moto.pl rehabilitacja nad morzem koparka Złotów spotkania